Veneto Project 2010

 


Początek stycznia 2010 roku. Chłodny deszczowy wieczór. Mijamy wywierzysko. Ciekawość nakazuje zerknąć na poziom wody ale nie mamy na to czasu. Za kwadrans zamykają na noc drzwi do hostelu, który na czas trwania projektu stanie się naszą bazą noclegową. Już prawie zapomnieliśmy o półmetrowej warstwie śniegu, którą zostawiliśmy w domu. Kładziemy się spać. Mocno zmęczeni usypiamy natychmiast. W głowach przewalają się myśli o tym co ma nastąpić.


Syrenka

Dzień pierwszy. Akcja rozpoczyna się o 9 rano. Zespół w komplecie. Niebawem dziesięciu zapaleńców zmierzy się z nieprzyjazną jaskinią. Jaskinia wita nas wysokim stanem wody, prądem utrudniającym płynięcie, słabą widocznością i śliskim, mokrym otoczeniem jeziorka wejściowego. Tego dnia odbywają się nurkowania rekonesansowe. Poszczególne zespoły nurkowe sprawdzają ogólne warunki w swoich zakresach głębokości, stan poręczówki oraz deponują butle z gazami dekompresyjnymi. Niestety potwierdzają to, co widać z powierzchni: odczuwalny prąd, słaba (około 3 metry) widoczność. Poręczówka jest, ale tylko do głębokości 60 metrów. Niezbyt optymistyczny początek.


akcja 120m Majki&Syrenka&Przemek na drugim planie od lewej Darek&Kuba&Mariusz

Dzień drugi. Znów o 9 jesteśmy przy jaskini. Szef "powierzchniowy" sprawnie steruje przebiegiem działań. Z powodu odległości i błota na ścieżce transport sprzętu przebiega bardzo powoli. Dziś pierwsze podejście do dużej, trzycyfrowej głębokości. Po zanurzeniu nurka eksploracyjnego "powierzchniowy" uruchamia chronometraż. Kolejne zespoły w pełnej gotowości, w milczeniu czekają na swoją kolej.



Majki: dekompresja na powierzchni

Spojrzeniem omiatam twarze kolegów. Uspokajam wnętrze i zanurzam się w chłodnej wodzie Elefante Bianco. Z powodu słabej widoczności od powierzchni do stałej poręczówki na sześciu metrach rozwinięta jest cienka linka z kołowrotka. Szybko mijam ten kołowrotek, po minucie wpływam pod strop jaskini na dwudziestu metrach. Mijam kolejne butle depozytowe. W ciągu kilku minut docieram do głębokości 60 metrów gdzie zdeponowane są dwie ostatnie butle, których użyję na podróż wgłąb jaskini. Zawisam w ogromnej studni. Zostawiam butlę z której oddychałem płynąc tutaj. Podejmuję kolejne dwie butle. Jestem zupełnie sam. Zdany tylko na siebie. Zaczynam rozwijanie poręczówki z kołowrotka. Z powodu słabej widoczności i ogromnych przestrzeni w jaskini płynę w złą stronę. Okazuje się, że zaporęczowałem dookoła całe dno studni na głębokości 70-kilku metrów. Zmarnowałem na to dwie minuty cennego czasu dennego. W końcu odnajduję korytarz prowadzący dalej. Płynę wolno. Prąd, choć niezbyt silny daje się we znaki. Na plechach mam duży zestaw dwubutlowy, dwie butle z boku. Stale rozwijam i stabilizuję linkę z kołowrotka. Ze stropu zwisają kłęby starych poręczówek. Trzeba lawirować pomiędzy nimi aby się nie zaplątać. W pewnym momencie, podczas skupienia uwagi na stabilizacji poręczówki niepostrzeżenie wkładam nogę w taki kłąb. Zostaję unieruchomiony. Głębokościomierz wskazuje 116 metrów głębokości. Nie pomaga wyszarpywanie. Muszę użyć narzędzia do cięcia lin. Po raz kolejny jaskinia zatrzymuje mnie. Jakby nie pozwała zajrzeć dalej. Docieram do głębokości 120 metrów rozwijając przy tym 150 metrów nowej poręczówki. Osiągam ciśnienie powrotu w butlach. Czas zawracać. Stabilizuję linkę i rozpoczynam powolny, kilkugodzinny powrót na powierzchnię. Na 60 metrach czeka na mnie pierwszy zespół zabezpieczający. Na 36 metrach kolejny. Teraz już mogę trochę odsapnąć. Jestem względnie bezpieczny. Zespoły zabezpieczające tworzą ludzie, którym mogę zaufać.


bedzie dobrze Majki&Syrenka

Ostatnim etapem nurkowania na tak dużą głębokość z tak długim czasem dennym jest godzinna dekompresja na powierzchni. Nurek stopniowo uwalnia gaz zalegający w "wolnych" tkankach a w ciepłym śpiworze odzyskuje równowagę termiczną. Wszystko przebiegło zgodnie z planem. Mieliśmy spory powód do zadowolenia, ale wieczorem zamiast świętowania czekało nas zebranie organizacyjne dotyczące kolejnych nurkowań projektu.


nareszcie razem

Dzień trzeci. Przestało padać. Pogoda zdaje się sprzyjać. Dziś kolejny dzień nurkowań przygotowawczych. Znów poszczególne zespoły nurkują na swoje zakresy głębokości, deponują sprzęt by wreszcie spędzić pod wodą chwilę dla przyjemności. Odbywają się penetracje różnych zakamarków jaskini. Pod wodą spory ruch ;-)


dekompresja cd Majki&Przemek&Syrenka w tle Rys na tle banneru sponsorskiego OLIMP

Dzień czwarty. Tego dnia ma się odbyć główne nurkowanie projektu. Niestety jaskinia zdaje się nie mieć na nie ochoty. Już w nocy zaczęło padać. Rano leje jak z cebra. Pełni obaw podjeżdżamy do wywierzyska. Woda jest bardzo wysoka i nadal przybiera. Z powodu deszczu trzeba zainstalować namiot. Jest ciemno, zimno i mokro. W wyższych partiach gór śnieżyca. Nie jest to najlepszy moment na wykonanie tego nurkowania. Ale. wszystko przygotowane. Sprzęt w wodzie, nurkowie zabezpieczający gotowi. Po chwili wahania podejmujemy decyzję o przeprowadzeniu akcji.


ostatnie uwagi przed zawieszeniem depozytow Majki&Ray&Syrenka

Dopinam poszczególne elementy ekwipunku. Patrzę na rosnący poziom wody zastanawiając się czy podjąłem właściwą decyzję a raczej nabierając przekonania, że to nie jest najlepszy pomysł. Gdyby chociaż przestało padać. Można by się wtedy oszukiwać, że woda zacznie opadać. Choć doskonale wiem, że bezwładność wodna tego masywu wynosi około 24 godziny. To znaczy, że nawet po ustaniu opadów należy spodziewać się jedynie wzrostu poziomu wody i prądu wewnątrz jaskini. Woda zdaje się mieć jeszcze mniejszą widoczność niż wczoraj. Szacuję, że jakieś dwa metry. Członkowie zespołów zabezpieczających patrzą z powątpiewaniem ale wszyscy czekają w gotowości na stanowiskach. Wkładam głowę do wody. Z ledwością widzę własne płetwy. Nie jest dobrze, ale. Jestem gotowy, skupiony i spokojny. Dziś mój dzień. Zamierzam popłynąć kilkaset metrów w głąb jaskini. Większość na bardzo dużej, trzycyfrowej głębokości. W beznadziejnej widoczności, walcząc z prądem i własnymi słabościami.


Majki i oczekujacy z kamera Cardash

Zanurzam się. Mijam wszystkie z ośmiu dodatkowych butli wiszące na poręczówce. Na plechach mam zestaw o pojemności 40 litrów, z boku 11-litrową butlę z gazem podróżnym i dwie litrowe argonówki. Na kasku dwie silne latarki diodowe a w ręku HID -  wszystko firmy Yellow Diving. Aby dotrzeć do głębokości 120 metrów używam aż trzech butli z różnymi gazami podróżnymi. Gazem z zestawu plecowego zaczynam oddychać dopiero w najdalszym punkcie nurkowania. Poręczówka kończy się na skraju studni, tuż przed ogromnym głazem zasłaniającym widok. Zresztą przy tak podłej widoczności i tak niewiele widać. Biorę do ręki kołowrotek, który zostawiłem tu dwa dni wcześniej. Ustawiam się twarzą do ściany i. zaczynam opadać w. wyimaginowanej przeze mnie studni. Wyimaginowanej - bo studnia po kilku metrach gwałtownie kończy się dnem. Jaskinia w tym miejscu jest znacznie mniejsza. Płynąc pośrodku korytarza miejscami widzę jej ściany. Niestety z tego samego powodu prąd przybiera na sile. Przy normalnych ruchach płetw wiszę nad dnem. Aby poruszać się do przodu, muszę użyć większej siły. Wykorzystuję występy skalne i odpycham się od nich. Korytarz jest zupełnie płaski. Biegnie równo na głębokości 122 metrów. Z powodu wysiłku płynięcie w głąb staje się ryzykowne. Bacznie obserwuję własny organizm pod kątem narkozy oraz retencji dwutlenku węgla. Jest dobrze. Daję radę. Rozwijam linkę z kołowrotka. Rozglądam się, szukam charakterystycznych punktów, zapamiętuję jaskinię.


proba noszy Darek&Rys&Majki

W pewnym momencie czuję, że do suchego skafandra wlewa się duża ilość wody. Prawdopodobnie podczas rozglądania się kaptur zsunął się z kryzy i poruszył nią rozszczelniając kołnierz. Zawijam kaptur, układam kryzę. Jest lepiej ale czuję, że kombinezon wypełnia się lodowatą wodą. Na głębokości 122 metrów spędziłem już 20 minut. Zanim zacznę się wynurzać spędzę tu jeszcze około 10 minut. Potem czeka mnie kilkugodzinna dekompresja. Czy przeżyję to w kompletnie zalanym skafandrze, w wodzie o temperaturze zaledwie 9 stopni? Zakładam ostatni punkt stabilizacyjny około 110 metrów od punktu przedwczorajszej penetracji. Jestem teraz 260 metrów od studni, której dno znajduje się na głębokości 80 metrów. Czeka mnie daleka droga. Jedyna pociecha, że do otworu wypycha mnie prąd i nie muszę już wykonywać tak dużego wysiłku jak podczas płynięcia w głąb. Mimo niesprzyjających okoliczności zbieram dane kartograficzne. Na głębokości 100 metrów spotykam kolegów z najgłębszego zespołu zabezpieczającego. Są zaniepokojeni moim kilkuminutowym spóźnieniem. Nie należy zapominać, że na takiej głębokości każda minuta przedłużenia czasu dennego skutkuje przynajmniej kilkoma minutami dłuższej dekompresji.


przed wywiadem do filmu Cardash&Majki&Syrenka

Razem pniemy się po drabinie przystanków dekompresyjnych. Gdy docieramy do kolejnego zespołu czekającego w studni na głębokości 60 metrów jestem już tak wyziębiony, że nie mogę opanować drżenia całego ciała. Z ledwością piszę wiadomość o tym co się stało. Czuję troskę i opiekę ze strony kolegów. Jestem podtrzymywany. Zużyte butle są zastępowane butlami z kolejnymi gazami deco. Aby uniknąć zbytniego dramatyzmu oszczędzę opisu dalszej dekompresji. Szczególnie niezapomnianych 100 minut na tlenie. Z powodu zmęczenia i ogromnego wychłodzenia nie byłem w stanie wyjść z wody o własnych siłach. Zostałem rozebrany ze sprzętu i przetransportowany do namiotu, gdzie zostałem rozebrany do naga (wszystko było kompletnie przemoczone), położony do śpiwora i podłączony pod tlen. Niestety nie trwało to długo. Poziom wody w jeziorku wejściowym rósł w oczach. Istniało realne zagrożenie zalaniem namiotu i odcięciem drogi wejścia na górę. Zespół rozpoczął ewakuację, która przebiegła wyjątkowo sprawnie i profesjonalnie. Wynikiem tego trudnego dnia było wydłużenie jaskini o 110 metrów.


po udanej 120 Syrenka&Majki&Rys

Dzień piąty. Jak codzień o poranku spotykamy się przy jaskini. Niestety intensywne całonocne opady sprawiły, że Elefante Bianco weszła w stan "undiveable" - stała się "nienurkowalna". Przenosimy się więc do jaskini Grotta dei Fontanazzi.


Mariusz & Fontanazzi

P.S. Jeszcze "ciekawostka": do najdłuższego nurkowania w Elefante Bianco, które w 2004 r. wykonał Luigi Cassati http://www.prometeoricerche.eu/GIGI/curriculum_vitae_ENG.htm został użyty skuter i rebreather... Nurkowanie Majkiego odbyło się na obiegu otwartym oraz bez użycia skutera. Być może jest to jedno z najdłuższych nurkowań w tej jaskini w takiej konfiguracji...


Olimp - sesja reklamowa

nurkowania Veneto Projekt 2010
6.01.2010 Elefante Bianco
powietrze 5 st.C, woda 9 st.C, pochmurno, kropi
stan wody: wysoki, widoczność 3-5 m, wyczuwalny prąd
zadania: sprawdzono stan poręczówki (koniec poręczówki na 60 m.), zdeponowanie butli z gazami deco (6m, 21m, 36m, 60m)
wykonane nurkowania:
support 60 m: Kuba - 65 m, Ryś - 65 m, Darek - 65 m
support 36 m: Ray - 53 m, Syrenka - 42 m
support 21 m: Przemek - 24 m, Mariusz - 24 m
Cardash - kamera

7.01.2010 Elefante Bianco
powietrze 5 st.C, woda 9 st.C, pochmurno, z przejaśnieniami, brak opadów
stan wody: wysoki, widoczność 3-5 m, wyraźnie wyczuwalny prąd (szczególnie poniżej -100 m)
wykonane nurkowania:
Majki: 120 m, obieg otwarty, bez skutera, zaporęczowanie jaskini od - 60 m do - 120 m (odcinek 150 m)
support 60 m: Kuba - 63 m, Ryś - 63 m, Darek - 63 m
support 36 m: Ray - 36 m, Syrenka - 36 m
support 21 m: Przemek - 21 m, Mariusz - 21 m
support 6 m: Ray, Syrenka
Cardash - kamera

8.01.2010 Elefante Bianco
powietrze 3 st.C, woda 8 st.C, pochmurno, leje
stan wody: bardzo wysoki, widoczność 3 m, wyczuwalny prąd
zadania: zdeponowanie butli z gazami deco (6 m, 21 m, 36 m, 60 m)
wykonane nurkowania:
support 60 m: Kuba - 101 m, Ryś - 101 m, Darek - 80 m
support 36 m: Ray - 40 m, Syrenka - 40 m
support 21 m: Przemek - 29 m, Mariusz - 29 m

9.01.2010 Elefante Bianco
powietrze 5 st.C, woda 9 st.C, pochmurno, z przejaśnieniami, brak opadów
stan wody: bardzo wysoki, widoczność 3 m, wyraźnie wyczuwalny prąd (szczególnie poniżej -100 m)
wykonane nurkowania:
Majki: 122 m, czas denny 30 min. obieg otwarty, bez skutera, zaporęczowanie nowego odcinka jaskini na dystansie ponad 100 m. (W sumie 260 m nowej poręczówki od dna szaftu).
support 60 m: Kuba - 105 m, Ryś - 95 m, Darek - 80 m
support 36 m: Ray - 36 m, Syrenka - 36 m
support 21 m: Przemek - 21 m, Mariusz - 21 m
support 6 m: Adam, Syrenka
Cardash - kamera
rekreacyjne nurkowania poprojektowe

10.01.2010  Grotta dei Fontanazzi
powietrze 5 st.C, woda 9 st.C, pochmurno, z przejaśnieniami, brak opadów
mocno podwyższony poziom wody
zespół: Kuba, Ryś, Ray, Mariusz i Cardash P 150 m od otworu
zespół: Przemek i Zgutek - restrykcje

10.01.2010 rzeka Astico
powietrze 5 st.C, woda 9 st.C, pochmurno, z przejaśnieniami, brak opadów
zespół: Kuba, Ryś, Ray, Cardash, Przemek 
8m, 98min (z przerwami na pokonywanie bystrzy rzeki)

11.01.2010 Grotta dei Fontanazzi
powietrze 5 st.C, woda 9 st.C, pochmurno, z przejaśnieniami, brak opadów
podwyższony poziom wody
zespół: Majki, Syrenka, Kuba - Pozzo Finale ok. P 450 m od otworu
Ray - ok. P 270 m od otworu (pianka 5 mm!!!)

Wielkie podziękowania dla firm, które pomogły w realizacji Veneto Project 2010

Dla Yellow Diving za udostępnienie oświetlenia video, latarek oraz kompensatora pływalności, SeaMonster za udostępnienie oświetlenia, Scantek Sp. z o.o. za udostępnienie suchego skafandra Viking oraz wielu akcesoriów niezbędnych do zrealizowania nurkowań.

Przede wszystkim dla firmy Nutrifarm Sp. z o.o. oraz dystrybutora Olimp, producenta fantastycznych izotoników.




W wyprawie udział wzięli:
Michał Winek (push-diver) XDT
oraz suport nurkowy:
Ryś Deneka XDT
Kuba Jacewicz XDT
Darek Zadumiński XDT
Margita Ślizowska XDT
Robert Rayski XDT
Mariusz Kozłowski XDT
Przemek Głębocki XDT
Adam Frajtak XDT

Piotrek Kardasz (wideo)
Jacek Zgutka (surface manager)